Autor |
Wiadomość |
ironkostek
Dziecię Diabła
Dołączył: 05 Cze 2006
Posty: 7
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/5 Skąd: Katowice, miasto bycze
|
|
|
|
Blitzkrieg III: Vader, Rotting Christ, Anorexia Nervosa, Lost Soul, 9.09.2005, Katowice Mega Club
Armia potępionych się zbliża, zmów ostatnią modlitwę! Takim oto hasłem reklamowano trzecia edycję Blitzkriegu, nadzwyczaj chwalebnego przedsięwzięcia Petera i spółki.
Pierwszy ostrzał tegorocznej wojny błyskawicznej zafundował nam rodzimy Lost Soul. Moim zdaniem, tym razem dysponowali znacznie potężniejszym orężem niż przed rokiem w poprzedniej kampanii. Zarówno to, że numery z ostatniej płyty znacznie przebijają te starsze jak i fakt, iż w ciągu ostatniego roku miałem dużo więcej styczności z najbardziej ekstremalnymi odmianami metalu niż dotychczas wpłynęły pozytywnie na wrażenie jakie wywarł na mnie występ Lost Soul. Zagrali bardzo dobrze, co spotkało się z uznaniem publiczności. Oby tak dalej, panowie.
Po krótkim zawieszeniu broni na linię frontu wyruszył kolejny oddział, o kryptonimie Anorexia Nervosa. Szczerze mówiąc już widok głównodowodzącego nieco mnie odrzucił. Po co ten wampirowaty make up? Naprawdę dobre zespoły nie potrzebują dodawać sobie nim powagi. Zostawmy w spokoju kwestie wizualne. Z muzycznymi nie było jednak dużo lepiej. W skali szkolnej: dostateczny minus.
Po zejściu „anorektyków” wytoczono działa o znacznie większym kalibrze i sile rażenia. Potomkowie Sokratesa i Platona z Rotting Christ zagrali z przykopem i choć to nie na nich czekałem tego wieczoru wyszalałem się zdrowo.
Po Rottingu przerwa była dość przydługawa, więc liczne (ok. 600 osób), tu i ówdzie podpite, towarzystwo zaczęło ponaglać nasz główny towar eksportowy przemysłu ciężkiego skandując „Mandaryna, Mandaryna!!!”. Gdy padały te „bluźnierstwa” ustawiano nieszczególnie bogatą scenografię. Stanowiły ją jedynie dwie nawiązujące do tytułu nowej „epki” Vadera – „The Art Of War” płachty z herbami w kształcie tarczy z literą „V” owiniętej pnączami.
W końcu światła zgasły i swój podbój Mega Clubu rozpoczęła 666-ta artyleryjska brygada specjalna z Olsztyna. Na pierwszy ogień singiel z nowej płyty – „This Is The War” - dobry początek, ale to dopiero rozgrzewka, bo po chwili wystrzał z Pancerfausta między oczy – „Sothis”. Następnie znów jakaś nowość i przychodzi czas na „święty znak Egiptu” – „Xeper”. Po prostu rozjechali mnie niczym czołg z okładki „Cold Demons”. Później kolejne „szlagry” Vadera: „Crucified Once”, „Blood Of Kingu”, „Silent Empire” i „Carnal”.
„I tasted the fever of your existence,
seems like cold grain to my mouth.
I stand aside, I stay away,
Transmuting my quickliver blood.”
Melorecytacja Petera przy świetnej współpracy publiczności plus prosty, acz zapadający w pamięć rytm perkusji czynią ten kawałek niezawodną bronią w wojnie błyskawicznej. Kolejne zwycięskie potyczki to kawałki z „The Beast”: „Out Of The Deep”, „Dark Transmission” oraz przede wszystkim rewelacyjny „Choices” powalający kontrastem między akustycznym wstępem a powerem wprost rozsadzającym następne 2 i pół minuty. Później powrót w przeszłość – „Dark Age”, potwierdzający, że Peter nie mógł chyba wybrać lepszego początku debiutanckiego albumu. „Epitaph” jak zwykle zmiażdżył i panowie po godzinie z kawałkiem schodzą.
Jednak nie z nami te numery! Wracają by jak określił to Peter „na dobranoc” uraczyć nas skrzydełkami – „Wings”. Wcześniej jednak hołd dla nieodżałowanego współtwórcy Vadera – Docenta. Hołd bynajmniej nie konwencjalny – żadna minuta ciszy, a piekielne wrzaski publiki ku czci muzyka.
Ten koncert przeleciał z prędkością pocisku ziemia - powietrze – ziemia. Wypada dziękować, że Peter nie dowodził wojskami III Rzeszy, gdyż inaczej byłbym zmuszony pisać teraz to sprawozdanie w mowie Goethe’go.
Na koniec parę słów dla departamentu skarg i zażaleń. Po pierwsze: mało selektywne brzmienie – wokal zupełnie przytłumiony. Po drugie: Peter z kolegami nie sięgnęli do swojej jakże bogatej skarbnicy coverów. Przecież „Black Sabbath” czy „Raining Blood” wypadają naprawdę znakomicie w interpretacji Olsztynian. Z kolei na początku trasy, w Warszawie i tylko tam, pojawił się inny hit Slayera „Hell Awaits”, ale i tak było świetnie. „Przyjedziemy za rok” – obiecywał Peter. Trzymam za słowo.
Kostek
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Pią 16:12, 30 Cze 2006 |
|
 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|